niedziela, 30 września 2007

New Zealand


Maorysi


Piekny wytrysk gejzera


I tu tez


Maoryski w naturalnej wannie


Kopia (i my kopiemy) dolki w plazy, bo tam wrzatek mozna znalezc i sie ogrzac


B&B, takie nam sie miejsce trafilo, ze hoho!


Taki widok z B&B


Zielona NZ

Ladnie, nie?













sobota, 29 września 2007

Sydney





Papugi na Januszu:)





Juz na Bermudach (i zaleglosci)


I taaaka plaza


Ogrodek kolo domu, w ktorym mieszkamy


Pod takim adresem


Wczoraj wieczorem udalo nam sie dotrzec na bermudy po baaardzo dlugiej podrozy, bo w sumie z nowej zelandii z przystankami krotkimi w los angeles i nowym jorku (nam tez nocleg i troche zwiedzania). Taka dluga przerwa, bo jestesmy w mega pedzie i nawet czasu na net cafe nie bylo. Ale teraz juz spokojnie, goszczeni przez panstwa Sheinbergow w bermudzkim domu, z dostepem do sieci:) W zasadzie cala ta podroz to wlasnie "przez" nich, bo dzieki ich zaproszeniu na wesele Moniki (ich corki), zaczelismy myslec o podrozy i tak sie przedluzylismy dookoloa swiata:) Wkleje fotki najpierw stad, a potem z krotkimi opisami (sprobuje odswiezyc pamiec, bo wszytsko sie zaczyna zlewac w jedno:) z Sydney za dnia, z Nowej Zelandii i Nowego Jorku.




Jutro tutaj wesele, wszyscy mamay nadzieje, ze pogoda dopisze, bo podobno huragan idzie, a ja mam osobista nadzieje, ze bede miala sie w co ubrac, bo zaginal moj bagaz i razem z nia weselna kreacja, niby ma dojechac dzisiaj wieczorem, ale to juz drugi termin...




Zostajemy tu do pon, i juz przez Nowy Jork (tam noc) i Londyn (juz bez nocy) w srode mamy nadzieje wyladowac w gda:)




buzka

sobota, 22 września 2007

Ayers Rock foto (+Sydney)


















Oto fotki z Ayers Rock, czyli po aborygensku Uluru i Kata Tiuta. Na wszystkich zrobilo to miejsce ogromne wrazenie, nie tylko zachwytu, ale tez takiego mieszanego uczucia w zwiazku z miejscem Aborygenow w tej calej przemyslowo turystycznej eksploatacji tegpo miejsca.
Uleglismy urokowi wschodu i zachodu, podobnie jak setki japonczykow i innych:)
A teraz juz w Sydney, ktore mnie osobiscie urzeklo najbardziej ze wszystkich miast jakie w zyciu widzialam!(szkoda, ze tylko do jutra tu zostajemy:(
Dla marty: problem z tatusiem na zdjeciach jest taki, ze on je wszystkie robi, ale znalazlo sie kilka takich z nim tez:)
jutro do Auckland, takze dzis ostatnia noc w Australii:(((
Pozdrawiamy!!

piątek, 21 września 2007

Ayers Rock

Jestesmy w srodku pustyni, zar sie leje z nieba a my dzielnie ogladamy tutejsze cuda natury. Jutro bedziemy juz w Sydney i dopiero tam wrzucimy zdjecia stad, bo tutaj mozemy tylko korzystac z internetu, a juz zrzucac fotek nie.
Slonce bardzo mocno nam wszystkim dzisiaj przygrzalo i zaraz sie bedziemy regenerowac przy pysznej kolacyjce przy naszym domku kempingowym
calujemy

wtorek, 18 września 2007

Flinders Island (Tasmania)













Jestesmy na Flinders Island, dokad dolecoelismy osmioosobowym samolocikiem, przezycie ze uuuu....jeszcze droga powrotna nas czeka...Krajobraz przepiekny, cisza i kangury. Bardzo milo nas tu goszcza panstwo Lipscy i karmia przez siebie upolowanymi kangurami i rybami-to bardzo zdrowo!Jutro stad sie ewakuujemy z powrotem do Melbourne, a potem juz na pustynie i na czerwona skale Ayers Rock. Dzisiaj wdrapalismy sie na Gore Strzeleckiego, wysoko bylo i zajelo nam to caly dzien, ale fajnie. A teraz czekamy na barana z grilla:)
Pogoda jest dosc chlodna, ale sloneczna (przynajmniej dzisiaj), goraco bedzie znowu pojutrze na pustynii.
No i oczywsicie do Tomka-psy sa dingo a nie bingo, a ja myslalam ze bingo:)
Zaraz sprobuje wrzucic troche fotek, ale nie wiem jak to bedzie, bo baaardzo wolny modem.
Udalo sie:)
no to calujemy!!

niedziela, 16 września 2007

Melbourne c.d.












Drugi dzien w Melbourne uplynal glownie pod znakiem picia wina. Wszyscy lubimy tak spedzac czas. Zwiedzilismy kilka milych winnic, gdzie testowalismy i sie zachwycalismy roznymi smakami (wszystkim chyba smakowaly te najdrozsze-sila sugestii:)
No i jeszcze bylismy w zoo, zeby zobaczyc wszystkie australijskie stworzenia, no i byly kangury, wambatty, psy bingo, diably tasmanskie i takie inne. Wszyskie byly slodkie oprocz szczuropodobnych i oblizglych wezow.
Na koniec dnia, ulubione zajecie: kolacja w wietnamskiej restauracji-pyyycha!
no to buzi