Oto fotki z Ayers Rock, czyli po aborygensku Uluru i Kata Tiuta. Na wszystkich zrobilo to miejsce ogromne wrazenie, nie tylko zachwytu, ale tez takiego mieszanego uczucia w zwiazku z miejscem Aborygenow w tej calej przemyslowo turystycznej eksploatacji tegpo miejsca.
Uleglismy urokowi wschodu i zachodu, podobnie jak setki japonczykow i innych:)
A teraz juz w Sydney, ktore mnie osobiscie urzeklo najbardziej ze wszystkich miast jakie w zyciu widzialam!(szkoda, ze tylko do jutra tu zostajemy:(
Dla marty: problem z tatusiem na zdjeciach jest taki, ze on je wszystkie robi, ale znalazlo sie kilka takich z nim tez:)
jutro do Auckland, takze dzis ostatnia noc w Australii:(((
Pozdrawiamy!!
2 komentarze:
sliczne zdjecia :)
na niektorych zdjeciach zamkniete oczy czlonkow wyprawy zdradzaja niedospanie i duze tempo podrozy ;)
ale juz niedlugo pewnie zrelaksujecie sie na Bahamach
Sciskam
Jasiu
Kochani Piotrynki i Jacholki,to ze tesknie-imy,to oczywiste,ale takie cuda natury,czerwone gory i jeszcze troche to nie samowite!!!!
gorzka zoladkowa pije Wasze zdrowie.alinka
P/s domek spokojnie stoi,w okolek wszystko OK.buziaki.A.
Prześlij komentarz