sobota, 15 września 2007

Cape Tribulation (Cairns)&Melbourne































Dluuga przerwa w nadawaniu. A wszystko przez to, ze na Cape Tribulation jest dziura w zasiegu komorek i internetu. Mialo to oczywiscie swoje dobre strony, zupelne oderwanie od swiata.
W skrocie to wygladalo tak: mieszkanie w dzungli, doslownie, z kibelkiem ze scianami z palm, kapiele na niebianskiej plazy, nurkowanie na najpiekniejszej i naj
wiekszej rafie swiata, egzotyczne owoce na sniadania, no raj na ziemii po prostu. Wszyscy wypoczelismy po trudach pierwszego etapu podrozy. Dolaczyli do nas Wojtek i Anna (przyjaciele ze Szwecji), a teraz razem przylecielismy do Melbourne, gdzie wspaniale nas goszcza i oprpwadzaja bo bardzo pikantych azjatyckich restauracjach.
Zdjec po kolei nie opisuje, bo nie umiem robic podpisow pod spodem kazdego. Mniej wiecej jest na nich: ostrzezenie przed krokodylami na brzegu rzeki, sniadanie w naszym domku w dzungli, palmy, niebianska plaza, pajak na sedesie, plot z butow, grill na polance przy plazy, wino na plazy, czekajac na rozgwiezdzone niebo, duzo duzo pieknych widoczkow.....i zadowolonych nas na ich tle. i jeszcze kilka z melbourne nocnego
calujemy wszystkich bardzo mocno!!















4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Kochani milo znow Was wszysykich widziec.Coz za raj i egzotyka.Ogladajac wasze fotki od razu robi sie goraco.pozdrawiam Wojtka i Anie.calusy dla wszystkich .alinka

Anonimowy pisze...

Siedzimy z Wojtkiem przy sziszy, ogladamy kosza w telewizji i Wam zazdroscimy (a niektorzy tez tesknia troche:) ).
Z fotek i opisow wyglada ze to przedsionek raju, a Wojtek dodatkowo napala sie na windsurfing tam.
Sciskamy mocno!
Wojciech & Jas

Anonimowy pisze...

Hej,
Korzystajcie ile się da, bo tu nadszedł nieoczekiwany koniec lata...
całusy i pozdrowienia
Tomek i spółka

Pavulon pisze...

Ehhh tylko zazdroscic takiej wycieczki!
Pozdrowienia dla Socjolożki ;)