niedziela, 16 września 2007

Melbourne c.d.












Drugi dzien w Melbourne uplynal glownie pod znakiem picia wina. Wszyscy lubimy tak spedzac czas. Zwiedzilismy kilka milych winnic, gdzie testowalismy i sie zachwycalismy roznymi smakami (wszystkim chyba smakowaly te najdrozsze-sila sugestii:)
No i jeszcze bylismy w zoo, zeby zobaczyc wszystkie australijskie stworzenia, no i byly kangury, wambatty, psy bingo, diably tasmanskie i takie inne. Wszyskie byly slodkie oprocz szczuropodobnych i oblizglych wezow.
Na koniec dnia, ulubione zajecie: kolacja w wietnamskiej restauracji-pyyycha!
no to buzi

5 komentarzy:

Unknown pisze...

Moi podroznicy kochani,te plaze i rafy i nurkowanie w cieplutkim oceanie..tak chyba wyglada raj?co?wierze ,patrzac na zdjecia ze jest bosko..a ja wrocilam ze wsi bylam u Erga(smutny )i z Julka nazbieralysmy za swietlica w moment torbe grzybow.Jest ich tam duuzo.Dom cichy ,Piotr przy komputerze do pozna pracuje .Od dzis sledze pilnie wasza trasę.Ciekawe czy doszedl moj mms z Wygoninka?Usciski dla calej grupy!Baska zza ściany i Jacek pozdrawia

Anonimowy pisze...

Tak sobie mysle, ze znam te wietnamska... Biff in black peppar sauce byl? Anna tez twierdzila, ze to tam najlepsze.
A u nas gleboka jesien, choc wlasnie wyszlo slonce.
Samych przyjemnosci Wam zycze, JD

MMMM pisze...

Cudownie!!
Trochę mam w głowie mętlik klimatyczno-geograficzny. To jak to tam z tą pogodą jest, bo odzienia skrajnie różne na zdjęciach.
ps. na pocieszenie dla wszystkich po TEJ stronie globu: nie ma jak Piękna Polska Jesień!! :)
Ściskamy mocno!!

Anonimowy pisze...

Łałałiła, ale fajne zwierzaczki!
No i fajnie Was wszystkich zobaczyc, usmiechnietych, lekko wcietych i zadowolonych.

Calusy stąd

Jas

Anonimowy pisze...

Fajnie, fajnie tylko prosze o jedno wyjaśnienie - jak czytałem kiedyś Tomka w krainie kangurów to tam był pies Dingo, a wy piszecie Bingo. Gdzie jest prawda?
/Tomek